Nazwisko na metalu pomogło odnaleźć rodzinę więźnia
Niepozorny przedmiot znaleziony podczas poszukiwań w rejonie dawnego podobozu Germanenlager doprowadził do rodziny Aarne Kovali, fińskiego marynarza więzionego w Stutthofie. Kluczem były napisy wyryte w aluminium, odczytane dzięki fotografii makro.
Znalezisko przypominało fragment rurki. Nadkom. Przemysław Andrearczyk, specjalista kryminalistyki z gdańskiej komendy wojewódzkiej, sfotografował słabo widoczne inskrypcje w dużym zbliżeniu. Na zdjęciach rozpoznano nazwisko Fina oraz Oulu — miasto w Finlandii. Widniała tam również data 25 stycznia 1945 roku, związana z początkiem ewakuacji Stutthofu i marszu śmierci.
Badacze ze stowarzyszeń In Terra i Gulden ustalili, że Kovala przetrwał wojnę. Dotarli do jego córki Liise, autorki książki o wojennych losach ojca, oraz nawiązali kontakt z jego żyjącą żoną. Publikacja pomogła rozszyfrować kolejną inskrypcję: chodziło o elektrownię zatrudniającą ojca marynarza. Rodzina zajmowała przy niej mieszkanie służbowe.
Kovala w chwili internowania miał 16 lat. Nadal nie wiadomo natomiast, do czego służył odnaleziony przedmiot. Poszukiwacze umownie uznali go za świecznik, kierując się kształtem, ale tej funkcji nie potwierdzono.
Prace w rejonie Germanenlager zorganizowało Pomorskie Towarzystwo Prospekcji Historycznej In Terra. Po ustaleniu lokalizacji i uzyskaniu zezwoleń zaprosiło do współpracy Gulden. Z tego terenu do Muzeum Stutthof przekazywano także monety norweskie, guziki ozdobione godłem Norwegii oraz rzeczy osobiste więźniów.
Doświadczenie z wykrywaczami policjanci wykorzystują również podczas służby. Przy badaniu sprawy zabójstwa sprzed około trzech dekad Bartłomiej Góra odnalazł w okolicach Trójmiasta obrączkę i guziki. Przedmioty mogły mieć związek ze zbrodnią.
źródło: Wiadomości Policja Pomorska
