Na sopockim Monciaku, tuż obok kościoła garnizonowego św. Jerzego, stoi nietypowa rzeźba – wysoki, długonogi mężczyzna w meloniku, z laską i parasolem. To pomnik Parasolnika Sopockiego, który upamiętnia Czesława Bulczyńskiego, postać tak charakterystyczną dla tego kurortu, że przez dekady była żywą wizytówką miasta. Dziś brązowa figura autorstwa Tadeusza Foltyna przypomina czasy, kiedy Sopot miał inny klimat, a uliczny performer w za dużych butach z zakręconymi czubkami był tu równie rozpoznawalny jak molo czy plaża.
- unikalna rzeźba w sercu Sopotu
- upamiętnia lokalną legendę
- niepowtarzalny styl i humor postaci
- piękna inskrypcja na postumencie
- ciekawa historia z życia ulicznego artysty
Kim był Parasolnik z Sopotu
Czesław Bulczyński urodził się w 1912 roku w Poznaniu, ale to z Sopotem związał swoje dorosłe życie. Oficjalnie zajmował się naprawą parasoli i łataniem garnków – stąd przydomek. Choć ciekawe, że niemal nikt z tych, co go pamiętają, nie widział go przy tej robocie. Podobno to żona Agnieszka naprawiała parasolki w domu, a Czesław tylko je odbierał i zwracał klientom. Ona prowadziła też toalety przy plaży, co dawało rodzinie stabilne dochody.
Prawdziwe zajęcie Bulczyńskiego było zupełnie inne – był ulicznym performerem, choć wtedy nikt tak tego nie nazywał. Po prostu chodził. Spacerował sopockim deptakiem w fraku, krótkich portkach i meloniku, z nieodłącznym parasolem. Stroił miny, żartował z przechodniami, popisywał się łykaniem łyżeczek. Zdejmował kapelusz na powitanie i odpowiadał podwójnie: „dzień dobry dzień dobry”. Za nim ciągnął się sznur kotów i psów – zwierzęta go uwielbiały i łaziły wszędzie za nim.
W latach 60. i 70. XX wieku stał się żywą atrakcją Sopotu. Turyści specjalnie go wypatrywali na Monciaku, robili zdjęcia, opowiadali o nim znajomym. Dla miejscowych dzieci był częścią codzienności – kolorową postacią, która nadawała miastu wyjątkowy charakter. Zmarł w 1992 roku w wieku 80 lat, nie dożywszy setki, o której żartował.
Pomnik na Monte Cassino
Rzeźba stanęła w 2000 roku przy ulicy Bohaterów Monte Cassino 31, tuż przy kościele. Tadeusz Foltyn uchwycił Parasolnika w jednym z jego bardziej ekscentrycznych strojów – przebranego za piec kaflowy. Ta stylizacja była jedną z wielu, którymi Bulczyński zaskakiwał sopocian i turystów.
Figura ma charakterystyczną, wydłużoną sylwetkę, podkreśla długie nogi i charakterystyczny sposób poruszania się Parasolnika. Melonik, laska, parasol – wszystkie atrybuty na miejscu. Na postumencie wykuto poetycką inskrypcję: „obłoczek nadziei i kropla uśmiechu pod parasolem uszytym ze snów. Sopot. 30.06.2001”. To zdanie dobrze oddaje ducha postaci – trochę błazna, trochę marzyciela, który chciał, żeby w życiu było jak w cyrku.
Rzeźbę łatwo przeoczyć podczas spaceru Monciakiem – nie jest ogromna, stoi nieco z boku głównego ciągu. Warto jednak się zatrzymać i obejść ją dookoła. Z każdej strony wygląda inaczej, a detale ujawniają się stopniowo.
Nagrobek Czesława Bulczyńskiego na sopockim cmentarzu parafialnym ma formę kilku rozłożonych parasolek – ostatni żart Parasolnika, który pozostał wierny swojemu wizerunkowi nawet po śmierci.
Parasolnik w kulturze popularnej
Postać Bulczyńskiego przerosła go samego i weszła do popkultury. Hanna Banaszak śpiewała o nim piosenkę „Kiedy do nieba szedł Parasolnik”. Pojawił się w serialu „Pełną parą” w reżyserii Leszka Wosiewicza – zagrał go Cezary Rybiński. Tomasz Kaczorowski napisał sztukę teatralną „Sztuka naprawiania parasoli albo Rzecz o sianiu zdziwienia”.
W 2007 roku po Sopocie jeździła ruchoma rzeźba Parasolnika, która służyła jako obwoźny punkt sprzedaży napojów i przekąsek. Pomniejsza kopia pomnika stoi w Krzywym Domku. Co ciekawe, nagrody wręczane podczas Sopot Film Festival mają formę statuetek przedstawiających Parasolnika – lokalna legenda stała się symbolem festiwalu filmowego.
Działa też sopockie stowarzyszenie kulturalne noszące jego imię. W mediach społecznościowych na stronach poświęconych Sopotowi regularnie pojawiają się nowe zdjęcia i wspomnienia związane z Parasolnikiem – zwłaszcza od osób, które pamiętają go z dzieciństwa.
Dlaczego to miejsce ma znaczenie
Parasolnik Sopocki to coś więcej niż kolejna rzeźba na deptaku. To symbol pewnej epoki i klimatu miasta, którego już nie ma. Sopot lat 60. i 70. był inny – miał w sobie coś ze skansenu, zachował przedwojenny duch miejsca. Na kortach tenisowych i hipodromie panował jeszcze ziemiański sznyt. Bawili się tu aktorzy, kompozytorzy, literaci, ale też rodziny górnicze z FWP i podwarszawscy „badylarze”.
W tym pstrokatym tłumie Parasolnik czuł się jak ryba w wodzie. Był ulicznym artystą, który tworzył performance zanim słowo to weszło do powszechnego użycia. Nie prosił o pieniądze, nie narzucał się – po prostu był. Chodził, rozmawiał, bawił. Dla starszych pokoleń sopocian i trójmiejskich mieszkańców jest wspomnieniem z dzieciństwa, częścią tożsamości miasta.
Dla młodszych turystów pomnik często pozostaje zagadką. Kto to? Dlaczego akurat on? Warto poznać tę historię, bo pokazuje, jak wiele znaczą dla miasta jego oryginalne postacie. Nie wielcy politycy czy przemysłowcy, ale zwykły człowiek, który miał odwagę być sobą i sprawił, że Sopot stał się bardziej kolorowy.
W 2021 roku rzeźba przeszła renowację – została oczyszczona, pokryta świeżą patyną i zakonserwowana. Po ponad dwudziestu latach brąz wymagał odświeżenia, a litery w inskrypcji ponownego pomalowania.
Dla kogo to miejsce
Pomnik Parasolnika to przystanek dla każdego, kto spaceruje Monciakiem i lubi poznawać lokalne historie. Szczególnie zainteresuje miłośników miejskich legend i tych, którzy szukają w Sopocie czegoś więcej niż plaża i restauracje. To też dobry punkt do krótkiej przerwy podczas spaceru – można usiąść na ławce obok i obserwować tłum turystów, podobnie jak kiedyś robił to sam Parasolnik.
Rodziny z dziećmi mogą opowiedzieć im historię dziwnego pana z parasolem, który spacerował z kotami. Starsze osoby, które pamiętają lata 60. i 70., często zatrzymują się tu na dłużej – to dla nich sentymentalna podróż w czasie. Fotografowie docenią detale rzeźby i możliwość uchwycenia jej na tle zabytkowej zabudowy Monte Cassino.
Informacje praktyczne
Rzeźba znajduje się przy ulicy Bohaterów Monte Cassino 31, tuż obok kościoła garnizonowego św. Jerzego. To środkowa część słynnego sopockiego deptaka, około 300 metrów od mola w kierunku Dworca PKP.
Dostęp: całkowicie bezpłatny, dostępny przez całą dobę. Pomnik stoi w przestrzeni publicznej, nie ma żadnych opłat ani ograniczeń czasowych.
Jak dojechać: najwygodniej pociągiem SKM do stacji Sopot – stamtąd 5-7 minut spacerem w stronę morza ulicą Bohaterów Monte Cassino. Samochodem można dojechać do parkingów w centrum Sopotu, choć w sezonie letnim bywa z tym trudno. Najbliższe parkingi znajdują się przy ulicy Grunwaldzkiej i w okolicy Opery Leśnej.
Ile czasu poświęcić: samo obejrzenie pomnika to 5-10 minut. Warto jednak połączyć to z dłuższym spacerem po Monte Cassino, zajrzeć do Krzywego Domku (gdzie stoi mniejsza kopia rzeźby) i zejść na molo. Taka trasa zajmie godzinę-dwie, w zależności od tempa.
Najlepszy czas na wizytę: wczesne popołudnie w dni powszednie, kiedy na deptaku jest mniej tłumów. Latem Monte Cassino bywa przepełnione turystami, co utrudnia spokojne obejrzenie pomnika i zrobienie zdjęć. Jesienią i wiosną Sopot ma zupełnie inny, bardziej kameralny klimat – bliższy temu, jaki pamiętają starsi mieszkańcy z czasów Parasolnika.
Warto też zajrzeć na sopocki cmentarz parafialny przy ulicy Armii Krajowej, gdzie znajduje się charakterystyczny nagrobek Bulczyńskiego. To dodatkowy element tej lokalnej legendy, choć wymaga osobnej wyprawy poza centrum miasta.
